Jej czerwono mieniące się góry robią niezwykłe wrażenie, a poza tym jest to jedyne miejsce gdzie obok palm rosną sosny - pisze z Nowej Kaledonii kapitan Mirosław Lewiński. Trwa jego okołoziemski "Rejs Wagnera".
- Po szybkiej ale męczącej żegludze spotyka mnie podwójna nagroda w Numea: jest bratni czeski jacht Lavinia z samotnie płynącym Pawłem oraz co jest zupełną niespodzianką Nekton z Łukaszem Natankiem. Nekton razem ze Starym w 2006 przeszedł North-West Passage.
Złe nastroje szybko mnie opuszczają, praca na jachcie plus polskie towarzystwo nie zostawiają na nie miejsca. Po dwóch dniach kotwiczenia, w poniedziałek wpływam do mariny - potrzebuję kontaktu z lądem.
We wtorek Łukasz, który jest w Numea już półtora roku,a pracując w szkole jako nauczyciel angielskiego i zarabiając na dalszą wyprawę, pożycza nam swój samochód, którym z Pawłem objeżdżamy połowę wyspy.
Nowa Kaledonia jest górzystą wyspą o długości 400km i szerokości 50km. Jej czerwono mieniące się góry robią niezwykłe wrażenie, a poza tym jest to jedyne miejsce gdzie obok palm rosną sosny.
Znowu żałuję ,że nie znam francuskiego mimo że po przebyciu połowy świata moja pasja poznawcza jakby osłabła i jest to zjawisko zrozumiałe. Zmęczenie materiału.
W marinie stoi wiele jachtów, które czekają na wiatr w kierunku Australii.
Ja płynę do Bundabergu [australijskie miasto wielkości Leszna w prowincji Queensland - dop. red.]. Dlaczego tam? Ze względu na położenie przy Frazier Islands i co może ważniejsze Bundaberg organizuje Port2Port Rally, w którym biorę udział licząc na przyjazne potraktowanie przez urzędników sanitarnych i celników. Poza tym Bundaberg zwraca 330 dolarów opłaty za kwarantannę.
Żegluga jak poprzednio znaczy: nieregularna fala, wiatr 6B ale z rufy więc pokład suchy. Nie ma co narzekać po czterech dniach prawie 600 mil za rufą.
No ale jak zwykle złośliwy Ojciec Oceanów sprowadził ciszę, a tak dobrze szło. Trzydziesci godzin na silnku apotem znowu silny wiatr do 30 węzłów tym razem NW. Dzięki niemu zdążę dopłynąc w piątek rano, co jest ważne o tyle, że odprawa w sobotę kosztuje kolejne 300 AUS.
Noc nieprzespana na podejsciu do Bundaberg ale o 10.00 cumuję przy nabrzeżu kwarantanny.
Odprawa przebiegła bardzo sprawnie i sympatycznie.
Jestem więc na Antypodach.
A oto wywiad z kapitanem w wersji dźwiekowej:
MIW, fot. M. Lewiński
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu leszno24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz