Zamknij
REKLAMA

"Bicie mężów to przykry obowiązek". Felieton Sławomira Szczota

08:37, 22.02.2021 | Tekst sponsorowany
REKLAMA

Agnieszka Graff-Osser (rocznik 1970) to polska pisarka, tłumaczka i publicystka, doktor habilitowany nauk humanistycznych, członkini zespołu lewicowej Krytyki Politycznej oraz Kongresu Kobiet, ale przede wszystkim - duchowa przewodniczka ruchu feministycznego, która uważa, że mężczyzn trzeba bić i to nie jest przemoc, tylko przykry obowiązek kobiety. Takie żarty to nie z nami … pani Agnieszko.

Gdy usłyszałem fragment satyrycznego programu „Przy kawie o sprawie” na stronie internetowej Krytyki Politycznej (to taki lewicowy think tank), gdzie panie zupełnie poważnie mówiły o biciu mężczyzn, aż mnie zamurowało. Pięć pań dyskutuje - jak tu okiełznać i wychować mężów, partnerów lub kochanków posługując się „argumentem siły”. Najlepiej biciem - uważa przewodniczka duchowa polskich feministek. Wcale nie chodziło jej o łóżkowe igraszki, czy wychowanie nastolatków, tylko o dorosłych mężczyzn. Posłuchajmy co mówią:

- Mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta jest szyją - każdy z nas zna to staropolskie powiedzenie. Jest oczywiste, że szyja może kręcić i kiwać głową, ale może też rytmicznie uderzać nią o ścianę. To są normalne rzeczy.

- Bicie to nie jest przemoc. Bicie to jest przykry obowiązek każdej żony i uważam, że zwłaszcza w dzisiejszych czasach, kiedy dorastający do dojrzałości mężczyźni są pokłosiem strasznych zaniedbań z lat 60., czyli bezstresowego wychowania, ten obowiązek jest niezwykle istotny.

- … naszą pierwszą kampanią będzie kampania billboardowa, społeczna, w której chcemy przypomnieć tradycyjne polskie przysłowia. Po pierwsze: „Jak się męża nie bije, to mu wątroba gnije”. Po drugie: „Częste męża bicie, wydłuży mu życie”. I po trzecie „Bicie męża, zło w nim przezwycięża”. I na tej trzeciej tezie chciałabym się skupić.

Na szczęście w dyskusji nie padła propozycja jakim narzędziem bić mężczyzn, ale tak sobie pomyślałem, że pejcz, kabel lub łańcuch na opornych facetów się nada. Jedna z dyskutantek zaproponowała uderzanie męską głową o ścianę. Co wy na to? Panowie - chcecie być obkładani ciosami przez swoje żony, partnerki lub kochanki  - jak proponuje pani doktorzyca habilitowana? Czy jesteście pewni, że to wkrótce nie będzie obowiązujący element nowej, lewicowej „doktryny” społecznej? Żart, żartem … ale czy na pewno to żart? Co naprawdę myślą te wyzwolone kobiety?

Jak na razie, panie spod znaku „feminizmu walczącego” wchodzą w skład nowej, progresywnej lewicy chcącej nam ułożyć nowy, wspaniały świat … bez kotletów schabowych, z karpiami, którym przysługują prawa człowieka i zabijaniem nieuleczalnie chorych dzieci śmiertelnymi zastrzykami - jak zaproponowała genialna feministka i posłanka lewicy - Joanna Senyszyn. To jest rzeczywistość - to nie żart czy kabaret!

Panie dobrze się bawiąc, zapowiadają też łagodniejsze kary dla mężów. Żartują sobie z nich - proponują: odcięcie od „netfliksa”, zabranie smartfona, odebranie kluczyków od samochodu oraz posuchę w łóżku. Tak się zastanawiam, czy normalny mężczyzna w ogóle chciałby sypiać z progresywną feministką, która chce go bić? Panowie chcecie?

Z kolei, według żartów Pauliny Młynarskiej - mężczyzna potrzebuje przemocy i kobiety powinny mu ją dać - po to został wymyślony BDSM. Posłuchajmy:

- Jeżeli mężczyzna odczuwa potrzebę przyjmowania klapsów, bycia dyscyplinowanym, przenieśmy to do sypialni. Zamiast strzelnic, dajmy mężczyznom kluby BDSM. Proponuję też wprowadzić BDSM do szkół jako regularny przedmiot. Musimy postawić na edukację -  proponuje z przymrużeniem oka Młynarska.

W innej „żartobliwej” dyskusji na tej samej stronie - pięć innych poważnych i nowoczesnych pań zastanawia się czy małżeństwa mężczyzn i kobiet nie zniszczą Polski. Polskie, nieugięte stanowisko większości społeczeństwa nazwali „ideologią hetero”. One chyba tak myślą naprawdę, bo w każdym żarcie jest ziarno prawdy.

Wcześniej feministki przez kilka miesięcy organizowały festiwale nienawiści wobec macierzyństwa, praw dziecka, kościoła katolickiego, duchowieństwa, tradycyjnej rodziny, a także wobec tych, którzy myślą inaczej niż one. Młode, wulgarne kobiety, podjudzone przez feministki (głównie lesbijki) uknuły sobie hasło, że „aborcja jest ok” - to znaczy, że zabijanie nienarodzonych dzieci jest w porządku, takie normalne jak usuwanie zęba. Szok! Ale co się dziwić, jeśli szkoły są sfeminizowane i opanowane przez lewicujących nauczycieli i wykładowców, a w domach rodzice przegrywają konkurencję z „netfliksem”, „fejsbukiem”, „tfiterem” i smartfonami.

„Tradycyjni” Panowie, drogie „tradycyjne” Panie … czy wam to czegoś nie przypomina? Tak, tak, to świat przyszłości ukazany w słynnej komedii „Seksmisja” reżysera Juliusza Machulskiego. Gdy zobaczyliśmy w kinach ten film w 1984 roku, to uznaliśmy go za fikcję … no przecież to niemożliwe! Jednak okazuje się, że to możliwe. Rok 2044 zbliża się nieubłaganie. Przeczytajcie, co nas czeka według „prorokującego” Machulskiego:

„ …. a my za trzy dni spotykamy się na Światowym Zlocie Ligi Kobiet! Liga uczy, Liga radzi, Liga nigdy cię nie zdradzi!”

Do Najwyższej Komisji Kontroli Czystości Gatunku. Ja niżej podpisana oświadczam, że urodziłam się mężczyzną w brew swojej woli. W związku z powyższym proszę, aby moje dotychczasowe poczynania - jako samca - uznano za niebyłe, gdyż działałam zbałamucona ówcześnie panującą męską cywilizacją. Jednocześnie w pełni zgadzam się z powszechnym przekonaniem, iż mężczyzn nie było, nie ma i nie potrzeba … ”.

Zebrałyśmy się tutaj siostry, aby wspólnie zadecydować o losach dwóch osobników, rodzaju drugiego, którzy zgodnie z logiką ewolucji powinni wyginąć, a przez dziwny kaprys losu pojawili się między nami”.  

Myślę, że nie ma tu nad czym deliberować. Już nasze prababki wskazały nam dawno temu cel i drogę, po której pewnie i szczęśliwie kroczymy. Nie dopuścimy do tego, aby powróciła sytuacja, w której kobieta byłaby znowu kelnerką na bankiecie życia, przy którym ucztuje samiec. Nigdy! hańba! Samiec twój wróg!

Obecnie wszystkie stoimy twardo i pewnie na gruncie umożliwiającym nam niedopuszczenie do zarazy, której na imię mężczyzna i na którą jesteśmy wszystkie uodpornione (oklaski)”.

Chociaż Panie z tytułami naukowymi i dorobkiem artystycznym przekonują, że to żarty, satyra - takie przekomarzanie się …. ale ja im nie wierzę. Te rzekome żarty po prostu opisują rzeczywistość, jaka funkcjonuje od dawna w mózgach oświeconych lewaków na zachód od Odry, a prezentowane poglądy są zaczerpnięte z ideologii gender i progresywnego feminizmu oraz neomarksizmu. Dzięki tej satyrze możemy poznać to, co nas czeka - prędzej, czy później. Ten program satyryczny to coś w rodzaju terapii oswajającej nas z nowymi ideami. Bo przecież już dzisiaj zabija się w Holandii chore dzieci, które nie ukończyły jeszcze 18. roku życia, a pani eurodeputowana z Polski proponuje zakaz hodowli zwierząt rzeźnych i jedzenie syntetycznych pokarmów zamiast naturalnych, nie wspominając o lamencie nad karpiami.

Panie, Panowie, czy na pewno chcecie takiego nowego, lepszego świata urządzonego przez progresywne, lewicowe feministki oraz neomarksistów? Dzisiaj już nie wystarcza bierny opór i wyśmiewanie się z tych idei! One już tu są! Wprowadzenie ich w życie - to tylko kwestia czasu. Na Zachodzie to już mają.

Sławomir Szczot

(Tekst sponsorowany )

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
0%