Dla wielu kibiców w Lesznie to była wiadomość, na którą czekali od kilku lat. Piotr Pawlicki wrócił do Unii – klubu, w którym się wychował, dorastał jako zawodnik i przeżywał największe chwile swojej dotychczasowej kariery.
Dla fanów „Byków” Pawlicki zawsze był kimś więcej niż tylko zawodnikiem. To jeden z tych żużlowców, których kariera niemal od początku toczyła się na oczach miejscowych kibiców. Od pierwszych treningów na Stadionie im. Alfreda Smoczyka aż po występy w najważniejszych ligowych meczach - jego rozwój obserwowano z ogromną uwagą.
Piotr Pawlicki urodził się w rodzinie silnie związanej z żużlem. Jego ojciec - Piotr Pawlicki senior - również był zawodnikiem, dlatego tor żużlowy od najmłodszych lat był naturalnym środowiskiem dla przyszłego mistrza. Wraz ze starszym bratem Przemysławem szybko zaczęli pojawiać się w parku maszyn i chłonąć atmosferę tego sportu.
Talent Piotra był widoczny niemal od początku. Kiedy tylko rozpoczął starty w zawodach młodzieżowych, szybko stało się jasne, że Leszno ma kolejnego zawodnika z potencjałem na wielką karierę. Agresywny, widowiskowy styl jazdy oraz ogromna determinacja sprawiły, że błyskawicznie zaczął zdobywać sympatię kibiców.

Przełomowym momentem był rok 2011, kiedy Pawlicki zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. Ten sukces potwierdził, że młody zawodnik z Leszna należy do czołówki światowego żużla w swoim pokoleniu. Mimo przebłysków nie potwierdził tego jednak w pełni w seniorskich startach. Owszem w pierwszym sezonie występów w cyklu Grand Prix (2016) zajął w klasyfikacji końcowej szóste miejsce, a w następnym triumfował nawet w rundzie w łotewskim Daugavpils, ale w całych zmaganiach IMŚ nie odegrał znaczącej roli i pożegnał się z elitą po tym sezonie.
Najpiękniejsze lata kariery Pawlickiego były związane właśnie z Unią Leszno. W barwach „Byków” był jednym z liderów drużyny, która przez kilka sezonów dominowała w polskiej lidze. Leszczynianie zdobywali kolejne tytuły Drużynowych Mistrzów Polski, a Piotr regularnie należał do najskuteczniejszych zawodników zespołu. Wprawdzie przytrafiały mu się słabsze występy, ale w decydujących momentach, gdy zespół walczył o medale, potrafił się wspiąć na wyżyny i był kluczową postacią „Byków”.
Jego jazda często elektryzowała kibiców. Odważne ataki na wejściach w łuk, widowiskowe wyprzedzenia i walka do ostatnich metrów toru sprawiały, że stał się jednym z ulubieńców publiczności.
Był to okres, w którym Unia Leszno należała do absolutnej potęgi polskiego żużla. Drużyna regularnie walczyła o złote medale, a stadion przy ulicy Strzeleckiej wypełniał się tysiącami kibiców. Pawlicki był jednym z symboli tamtej epoki.
Po wielu sezonach spędzonych w macierzystym klubie przyszedł moment na zmianę otoczenia.
- Każda decyzja jest trudna. Trzeba było dojrzeć, wiele rzeczy sobie przemyśleć i po męsku zdecydować. To był czas, żeby pomyśleć nad zmianami. Wydaje mi się, że trafiłem do klubu, w którym jestem w stanie się rozwinąć - mówił Piotr Pawlicki po przejściu do Sparty Wrocław, co nastąpiło w sezonie 2023.

Starty w stolicy Dolnego Śląska były „takie sobie” i po roku „Piter” przeniósł się do Zielonej Góry, gdzie dołączył do swojego brata. Ostatni rok spędził natomiast w Częstochowie i był to bez wątpienia jeden z najlepszych sezonów tego zawodnika w PGE Ekstralidze. Pawlicki uzyskał bardzo wysoką średnią 2,177, ósmą w PGE Ekstralidze, i był prawdziwym liderem „Lwów”, w znaczący sposób pomagając w utrzymaniu tej drużyny w elicie.
Choć zmiana barw klubowych jest w żużlu czymś naturalnym, dla wielu kibiców w Lesznie Pawlicki zawsze pozostawał „swoim” zawodnikiem. Każda informacja o jego występach była śledzona z dużym zainteresowaniem, a powrót do Unii dość często pojawiał się w spekulacjach transferowych.
Teraz te spekulacje stały się rzeczywistością. Od sezonu 2026 Piotr ponownie reprezentuje klub, w którym wszystko się zaczęło. Dla samego zawodnika to powrót do miejsca szczególnego.
- Leszno zawsze było moim domem. To tutaj przeżyłem najważniejsze momenty kariery i tutaj nauczyłem się żużla. Powrót do Unii to dla mnie ogromna motywacja - przyznał zawodnik po ogłoszeniu transferu. - Już w trakcie poprzedniego sezonu rozmawialiśmy podczas jednego z turniejów indywidualnych, a później z prezesem Piotrem Rusieckim szybko doszliśmy do porozumienia. Jeśli obie strony chcą współpracy, takie rozmowy nie trwają długo.
- Chciałbym być liderem drużyny. Wiadomo, że łatwiej jest, gdy tych liderów jest kilku, bo wtedy zespół zdobywa więcej punktów. Mamy naprawdę dobry skład i każdy z zawodników może punktować na wysokim poziomie.
Władze klubu podkreślają, że sprowadzenie wychowanka ma nie tylko wymiar sportowy. To także symboliczny krok w kierunku odbudowy tożsamości drużyny opartej na zawodnikach związanych z Lesznem.


Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu leszno24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz