Zmarł Profesor Wojciech Nawrocik, absolwent I Liceum Ogólnokształcącego im. Rodu Leszczyńskich w Lesznie, wybitny fizyk, wykładowca akademicki, Honorowy Obywatel Miasta Leszna. Rozmawialiśmy z nim latem, podczas szczególnej uroczystości.
Profesor Wojciech Nawrocik urodził się 16 stycznia 1938 roku w Lesznie. Niespełna miesiąc temu obchodził swoje 88. urodziny.
Honorowym Obywatelem został w roku 2011, tytuł odebrał podczas uroczystości z okazji Narodowego Święta Niepodległości.
Na zdjęciu głównym: Profesor Wojciech Nawrocik uhonorowany medalem Homini Vere Academico. Fotografia pochodzi ze strony Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Pod koniec sierpnia ubiegłego roku profesor Wojciech Nawrocik zaprosił nas na spotkanie byłych uczniów I LO w Lesznie. Spotkali się po 70 latach od egzaminu dojrzałości i jak deklarowali - po raz ostatni, świadomi swojego wieku i tego, że coraz więcej z nich odeszło już na drugą stronę.
- Chcemy być jak sportowcy. Kończymy spotkania, kiedy jeszcze jesteśmy w formie - żartował wówczas pan profesor.
Tekst z tego spotkania opublikowaliśmy w gazecie "ABC" 3 września. Przypominamy artykuł i wspólne zdjęcie maturzystów - rocznik matury 1955.
Po 70 latach od matury spotkali się absolwenci szkoły, której kontynuatorką jest I Liceum Ogólnokształcące im. Rodu Leszczyńskich w Lesznie. Kiedy zdawali egzamin dojrzałości, ich ogólniak był jedynym w mieście.
Dawni uczniowie umówili się w minioną sobotę, 30 sierpnia w Restauracji Sandro Silver w Lesznie. Na wspominkach i rozmowach spędzili kilka godzin.
- W naszym roczniku były początkowo trzy klasy. W trzeciej klasie byli uczniowie, którzy musieli dojeżdżać do Leszna z innych miejscowości. Nie wszyscy temu podołali, więc klasa się rozpadła, a tych uczniów, którzy zostali, przyłączono do klasy A. Maturę w roku 1955 zdawaliśmy zatem w dwóch klasach A i B - wspomina Wojciech Nawrocik, ceniony fizyk i wykładowca akademicki, związany z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, profesor nauk fizycznych, Honorowy Obywatel Miasta Leszna, który cały czas utrzymuje kontakt z macierzystym liceum.
Ogólniak był wtedy 4-letni. Dopiero co stał się koedukacyjny, bo wcześniej były osobne klasy żeńskie i męskie. Szkoła mieściła się w jednym budynku. W sumie we wszystkich rocznikach było około dziesięciu klas, a więc zdecydowanie mniej niż jest dziś.
- Pamiętam pierwszą lekcję łaciny, aż mi ciarki po plecach przechodziły, że zaczynam rozumieć pierwsze słowa w tym języku. Czuło się wtedy, że wchodzimy w inny świat - mówi profesor i dodaje, że jego zdaniem liceum najbardziej kształtuje człowieka. Takiego wpływu na jego życie nie mają ani szkoła podstawowa ani studia. W liceum zaczyna się dojrzałość.
Maturę w roku 1955 zdało około 60 uczniów. Po raz pierwszy spotkali się po 25 latach, potem powtarzali zjazdy co kilka lat, a po roku 2000 widywali się praktycznie co roku. Oczywiście, z upływem czasu, na spotkania przyjeżdżało coraz mniej byłych licealistów. Nieubłaganie zbliżają się już do 90.roku życia, mają kłopoty ze zdrowiem, każdego roku ktoś odchodzi na drugą stronę, w ciągu minionego roku odeszły trzy osoby. Dlatego postanowili, że tegoroczne spotkanie będzie ostatnim.
- Chcemy być jak sportowcy. Kończymy spotkania, kiedy jeszcze jesteśmy w formie - żartuje prof. Nawrocik.
70 lat po maturze - to kawał czasu.
- To jest kosmos. W tym czasie życie zupełnie się zmieniło, choćby jeśli chodzi o rozwój techniki, o sprzęt gospodarstwa domowego. Przecież kiedyś, jak ktoś miał telefon w domu, to był kimś. Sąsiedzi przychodzili, żeby dzwonić. Ile myśmy przeżyli, to nie sposób powiedzieć. Na naszych oczach to się wszystko działo - skok technologiczny, cywilizacyjny. Do szkoły chodziliśmy w czasach, kiedy była cenzura, kiedy nie o wszystkim można było mówić. Mieliśmy wspaniałych przedwojennych nauczycieli. Tylko kilku z nich miało wówczas wyższe studia, większość była po kursach, ale potrafili bardzo dobrze nauczać. Ja każdemu z nauczycieli dużo zawdzięczam, a niektórym bardzo dużo. Bardzo dobrze się stało, że oni nas prowadzili - podkreśla pan Wojciech.
- Liceum było super. Dziękuję przede wszystkim moim rodzicom, że mnie do tej szkoły zapisali, bo trafiłam na tak fantastyczne grono koleżeńskie i nauczycielskie, że życzę wszystkim, aby spotkali takich ludzi na swojej drodze. Wychowawczynią naszej klasy była pani profesor Frąckowiak, od matematyki, która trzymała nas krótko, ale wszystkim nam wyszło to na dobre. Na pierwszej lekcji z nami powiedziała: żebyście byli zorientowani, to powiem wam, że wszyscy mówią na mnie "Defa". Nie dochodziliśmy, skąd był ten szkolny pseudonim - opowiada Maria Cierkosz, która wspomina także początki swojej wcześniejszej edukacji, gdy chodziła do szkoły na ulicy Narutowicza, obecnie to Szkoła Podstawowa nr 2. - Mama mnie prowadziła na lekcje, a w Głogowie jeszcze trwały walki. Pamiętam, jak na jednej z lekcji nasza opiekunka - pani Szczepańska prosiła, abyśmy wyszli wszyscy na zewnątrz, bo w Głogowie był alarm przeciwlotniczy.
Czego życzyć absolwentom z rocznika 1955?
- Zdrowia. Przede wszystkim zdrowia - powtarzali zgodnie.

Tekst i Fot. Lidia Matuszewska
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu leszno24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz