Pochodzący z Leszna ginekolog, który przed laty pracował w leszczyńskim szpitalu i kierował Oddziałem Ginekologiczno-Położniczym, jest oskarżony o okaleczenie pacjentki. Proces rozpoczął się w Sądzie Okręgowym w Poznaniu w czwartek, 25 czerwca. Jednym z trzech obrońców medyka jest leszczyński adwokat Piotr Jóźwiak.
Dariusz S., który ma tytuł profesora, to lekarz z wieloletnią praktyką. Nadal jest czynnym ginekologiem. Kiedyś pracował w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym przy ul. Polnej w Poznaniu, natomiast od 2011 do 2023 roku był ordynatorem Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego (obecnie Wielospecjalistycznego) w Lesznie. Później był kierownikiem oddziału w Szpitalu Miejskim im. Franciszka Raszei w Poznaniu.
Na oddział w szpitalu im. Raszei w kwietniu 2024 roku trafiła młoda pacjentka - Białorusinka, u której wykryto zmianę nowotworową na prawym jajniku.
Zabiegiem usunięcia guza kierował Dariusz S., który nie czekając na wynik badania śródoperacyjnego (miało ono wykazać czy zmiana jest łagodna, czy złośliwa) podjął decyzję o usunięciu drugiego jajnika. Wyciął jednak nie tylko drugi jajnik, ale także macicę i jajowody, co skazało pacjentkę na bezpłodność. Dosłownie kilkanaście minut po wykonaniu drugiego zabiegu otrzymał wynik badania guza wyciętego podczas pierwszego zabiegu. Okazało się, że nie był on złośliwy.
Później, w protokole pooperacyjnym znalazło się sformułowanie, iż na wyciętych narządach znajdowały się liczne drobne zmiany mogące odpowiadać zmianom o charakterze nowotworowym.
Po opuszczeniu szpitala kobieta zwróciła się do prawnika, a ten powiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarza.
Śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa Poznań-Grunwald, natomiast w tej sprawie wypowiedział się prokurator Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, informując, że lekarz ginekolog usłyszał zarzuty w oparciu o zeznania świadków, analizę dokumentacji medycznej ze szpitala, w którym przeprowadzono zabieg i opinie biegłych z Instytutu Badań Ekspertyz Sądowych w Krakowie.
- Zarzuty dotyczą spowodowania u kobiety ciężkiego uszczerbku na zdrowiu polegającego na pozbawieniu zdolności płodzenia, a także poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej w protokole operacji - mówi prokurator Łukasz Wawrzyniak. - Według biegłych, doszło do błędu medycznego podczas leczenia pokrzywdzonej oraz w procedurze dotyczącej uzyskania od pacjentki zgody na rodzaj i zakres leczenia, a więc czy była uprzedzona o rodzaju i konsekwencjach zabiegu, czy miała świadomość na ten temat. Oskarżonemu grozi od 3 do nawet 20 lat pozbawienia wolności.
Prokurator Łukasz Wawrzyniak dodał, że lekarz nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.
Prof. Dariusz S. nie pracuje już w Szpitalu Miejskim im. Raszei w Poznaniu. Umowa o pracę została rozwiązana z nim za porozumieniem stron.
Podczas pierwszej rozprawy oskarżony lekarz odpierał zarzuty prokuratury. Powiedział, że na podstawie przeprowadzonych badań przedoperacyjnych i śródoperacyjnych był przeświadczony, iż ma do czynienia z rozsianą chorobą nowotworową. Wskazywał, że usunięcie od razu wszystkich takich zmian zwiększa szansę pięcioletniego przeżycia od 60 do 70 procent. Radio Poznań zacytowało wypowiedź oskarżonego, który dodał: Jest mi przykro, że kierując się obowiązkiem ratowania życia i zdrowia pacjentki wobec zaawansowanej choroby nowotworowej, byłem zmuszony usunąć jej organy kobiece.
Obrońcy oskarżonego uważają natomiast, że opinia biegłego będąca podstawą aktu oskarżenia jest niepełna i nadinterpretowana.
- Zarówno akt oskarżenia, jak i opinia biegłego mają luki, gdyż należało - co jest powszechnie przyjęte w orzecznictwie sądowym - wziąć pod uwagę stan wiedzy oskarżonego ex ante, czyli w momencie wykonywania zabiegu, a więc ocenę sytuacji podejmowaną na bieżąco - „ze stołu operacyjnego”, a nie ex post, czyli po fakcie, z perspektywy wiedzy, która była dostępna kilka miesięcy po operacji - mówi mecenas Piotr Jóźwiak. - Sam oskarżony wyjaśnił, że w trakcie tego zabiegu było cały szereg okoliczności jednoznacznie wskazujących na nowotwór złośliwy u pacjentki albo wręcz na raka, a w takim przypadku zwłoka stwarzała niebezpieczeństwo dla zdrowia lub życia kobiety. Jako obrona stoimy też na stanowisku, że należy przeprowadzić i traktować jako dowód uzupełniający jeszcze jedną opinię patomorfologiczną i histopatologiczną i z tego powodu uważamy, że dotychczasowa opinia jest niepełna. W procesie przedłożyliśmy tak zwane opinie prywatne, które przedstawiają zdarzenie w sposób odmienny od opinii biegłego powołanego przez prokuraturę. Złożyliśmy wniosek o sporządzenie dodatkowej opinii sądowej, ale jego rozpatrzenie sąd odłożył na później, być może czekając na rozwój sytuacji na kolejnych rozprawach zaplanowanych na 24 i 25 września oraz na 6 października. Uważamy, że ta zwłoka jest niepotrzebna, wszak na opinię biegłego czeka się co najmniej kilka miesięcy, co tylko może wydłużyć proces.
Obrona nie zgadza się też z zarzuceniem oskarżonemu umyślnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, argumentując, że medyk nie miał takiego - z góry założonego - zamiaru.
- W literaturze prawniczej dość powszechnie przyjmuje się, że jeżeli lekarz działał w celu leczniczym, a tak było bezspornie w tym przypadku, wszak lekarz chciał ratować pacjentce życie, to nie można mówić o umyślności - podkreśla P. Jóźwiak.
Obrona nie zgadza się także ze stanowiskiem prokuratury, że pacjentka nie była poinformowana o możliwych scenariuszach zabiegu i nie wyraziła odpowiedniej zgody.
- Pokrzywdzona podpisała wszystkie zgody i została w sposób należyty poinformowana o zakresie operacji oraz jej możliwym poszerzeniu.
Mecenas Jóźwiak odniósł się również do postawionego oskarżonemu zarzutu poświadczenia nieprawdy w dokumentacji medycznej.
- To, co zostało wpisane w protokole pooperacyjnym zostało dostrzeżone także przez innych członków zespołu operacyjnego oraz znalazło potwierdzenie w ostatecznym badaniu histopatologicznym, które zostało wykonane kilka dni po zabiegu. W tym kontekście zupełnie niezrozumiałym wydaje się nam zarzut rzekomego poświadczenia nieprawdy, skoro obserwacje oskarżonego, zapisane w protokole pooperacyjnym, zostały nie tylko potwierdzone w zeznaniach świadków, ale również w przeprowadzonych badaniach klinicznych.
::news{"type":"see-also","item":"88205"}
::news{"type":"see-also","item":"88199"}
::news{"type":"see-also","item":"88184"}
Nikt22:08, 25.06.2026
To nie pierwszy raz nawalił jako lekarz specjalista wiem ze jakiś czas temu podczas zabiegu uszkodził kobiecie jelito i musiała miec stomie. Więc nie pierwszy raz *%#)!& komuś życie .
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu leszno24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz