Rozmowa z Rafałem Dobruckim, dyrektorem zarządzającym Fogo Unii Leszno.
– Przed nami inauguracja nowego sezonu ligowego. To zawsze wywołuje emocje i gęsią skórkę. Większy stres towarzyszył ci, gdy byłeś zawodnikiem, czy jednak teraz w zupełnie nowej roli, dyrektora zarządzającego klubu.
– Nie nazwałbym tego stresem, ale coś jest na rzeczy. To bardziej chyba podekscytowanie, i to nie tyle związane z inauguracją rozgrywek PGE Ekstraligi, co z sytuacją i pozycją, jaką obecnie zajmuję w klubie. Miejsca na ewentualny stres raczej nie ma, bo było i jest wiele różnych wyzwań, obowiązków i rzeczy do załatwienia. Jako zawodnik koncentrowałem się tylko i włącznie na przygotowaniu sprzętu i osiągnięciu jak najlepszego wyniku. Owszem, było to też wymagające, bo trzeba było wszystko dograć z teamem, ale miałem to w 99 procentach pod pełną kontrolą. Na pewno nie było to jednak aż takie obciążenie jak w tej nowej roli. Jako dyrektor zarządzający mam tych obowiązków zdecydowanie więcej, dużo rzeczy do ogarnięcia i nie wszystko też zależy już wyłącznie ode mnie. Tych składowych jest bowiem bardzo wiele.
– Drużyna wróciła do elity po zaledwie rocznej przerwie. Będzie zatem beniaminkiem, ale chyba nie takim typowym, a więc skazanym na pożarcie, a raczej mogącym namieszać w PGE Ekstralidze. Zgadzasz się z tym?
– Zaraz po spadku z elity klub ogłosił, że banicja ma trwać tylko jeden sezon. Tak też się stało. Udało się zatrzymać liderów drużyny i praktycznie cały poprzedni skład. To na pewno pomogło w szybkim powrocie do elity. Mamy fajną młodzież i doświadczonych zawodników, także chłopaków, którzy wciąż są jeszcze perspektywicznymi żużlowcami, mającymi coś do udowodnienia. Na pewno więc sporo w tym racji, że jesteśmy innym beniaminkiem niż takie kluby jak Ostrów, Krosno czy Rybnik. Poza tym za Unią przemawia wielka historia i ogromne doświadczenie organizacyjne i sportowe zdobyte przez lata startów w najwyższej klasie rozgrywkowej.
– Jak widzisz szanse zespołu w rozpoczynającym się sezonie. Na co stać Unię Leszno?
– Myślę, że jesteśmy taką drużyną, którą stać na wszystko. Nie chciałbym się ograniczać, że play-offy. To oczywiście jest taki plan, który chcielibyśmy zrealizować i jeżeli będzie zdrowie, a to przecież w tak urazowym sporcie jak żużel jest najważniejsze, to myślę że jesteśmy w stanie dostać się do czołowej czwórki, a tam może się już wydarzyć naprawdę wszystko.
– Jaki jest cel drużyny na najbliższe rozgrywki. Jakie miejsce was usatysfakcjonuje na finiszu ligi.
– Play-offy są na pewno tym, co sobie założyliśmy i uważamy, że to jest adekwatne do tego, co możemy w tym sezonie zrobić w lidze. Byłby to z pewnością wielki sukces dla drużyny występującej przecież w roli beniaminka. Ja nie przypominam sobie bowiem takiego sezonu, gdzie zespół awansujący z zaplecza znalazłby się w czołowej czwórce. Nie wiemy jednak teraz, czy tak się stanie w naszym przypadku, ale głęboko w to wierzymy i sądzę, że stać nas na to.
– Co może być największym atutem „Byków”, a co mankamentem?
– Po stronie atutów wymieniłbym wyrównany skład i bardzo mocną parę juniorską. Myślę, że też doświadczenie, bo mamy przecież trójkę rutyniarzy, czyli Janusza Kołodzieja, Grzesia Zengotę i Piotra Pawlickiego. Są też Ben Cook, który cały czas idzie do przodu jeśli chodzi o swój rozwój i wciąż zaskakuje, a także Keynan Rew. Ten drugi to nadal bardzo perspektywiczny żużlowiec, który ma duży potencjał. Co do mankamentów drużyny to oczywiście mam jakieś swoje przemyślenia na ten temat, ale póki co nie chciałbym ich wywoływać. Mam bowiem świadomość, że w sporcie, a zwłaszcza w żużlu, różne rzeczy się zdarzają. Zwłaszcza podczas długiej zimowej przerwy, gdzie zawodnicy zmieniają tunerów, mechaników, sprzęt. Myślę, że niezwykle ważną kwestią, w moim odczuciu nawet kluczową, może okazać w tym sezonie zmiana opon i to, kto się najszybciej do nich dostosuje.
– Terminarz ligi, zwłaszcza początek rozgrywek, wydaje się korzystny dla Unii.
– Ja osobiście nie przekładam przesadnej roli to terminarza. W lidze, prędzej czy później, trzeba bowiem pojechać z każdym. Na pewno jednak układ meczów na początku sezonu mamy dość korzystny. Z trzech spotkań aż dwa u siebie i jeden wyjazd, z mistrzami Polski, który będzie takim naprawdę solidnym testem dla drużyny.
– Rozgrywki zaczynacie od Włókniarza Częstochowa. Będzie „spacerek”, bo wiadomo jakim potencjałem dysponują Częstochowianie, czy jednak należy zachować dużą ostrożność?
– Przestrzegałbym przed skazywaniem Częstochowian na pożarcie w tym sezonie. Nigdy tego nie robiłem, także jako zawodnik. Do każdego rywala trzeba mieć respekt, pokorę i szacunek, a zwłaszcza na początku rozgrywek, gdy to wszystko dopiero się zaczyna.
– Kto zdaniem Rafała Dobruckiego zostanie mistrzem Polski w sezonie 2026? Czy tak jak w ostatnich latach ton rywalizacji będą nadawały zespoły z Lublina, Torunia i Wrocławia, czy może ktoś wyskoczy zza ich pleców i sprawi niespodziankę?
– Mam nadzieję, że to my będziemy takim zespołem. Wiemy jednak, że to już nie zaplecze, a PGE Ekstraliga, gdzie jest bardzo ciężko o każdy punkt i trzeba mocno szarpać, aby go wywalczyć.
– W zeszłym sezonie, gdy drużyna jeździła w Metalkas 2. Ekstralidze, kibice nie odwrócili się od zespołu, a frekwencja była nawet wyższa niż w ostatnim ekstraligowym sezonie. Teraz powinno być chyba jeszcze lepiej, bo to przecież najwyższa klasa rozgrywkowa, a więc żużlowa elita.
– Na pewno ta frekwencja była też dla nas dużym zaskoczeniem. Ona pokazała, że w Lesznie cały czas jest zapotrzebowanie na ligowy żużel. Postaramy się sprostać zadaniu i dać tym naszym fanom dobry sportowy i organizacyjny produkt, aby znów tłumnie wypełniali trybuny stadionu Smoczyka. Od początku, jak objąłem funkcję dyrektora sportowego podkreślałem, jak ważna dla mnie jest ta interakcja z kibicami. Oni mają żyć nie tylko samym meczem, ale też dobrze i miło spędzić czas przed i po zawodach. Stąd liczne przedsięwzięcia, które podejmiemy. To nowe sklepiki przed stadionem, nowe toalety i wydarzenia podczas których chcemy promować swoje firmy, swoich artystów i sportowców. Nie wszystko może uda się od razu wprowadzić, ale cały czas będziemy to doskonalić. Trzeba też dodać, że mecze ligowe rządzą się trochę innymi prawami niż imprezy towarzyskie i podczas nich panuje znacznie większy reżim jeśli chodzi o organizację. Podporządkowany on jest głównie telewizji, która przeprowadza bezpośrednie relacje. Nie na wszystko zatem organizator zawodów może sobie pozwolić.


Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu leszno24.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz